polska na tle europy
Na tle innych krajów Europy jesteśmy tylko średniakiem. Business Insider Gospodarka. Polska gospodarka odbija. Na tle innych krajów Europy jesteśmy tylko średniakiem. DS. 14 listopada 2023, 13:36. 1 min czytania. Udostępnij artykuł. Polska jest w punkcie zwrotnym pod względem wzrostu gospodarczego.
Jak wypadamy na tle Unii Wartość PKB w Polsce w 2021 r. to ok. 570 mld euro – podał ostatnio unijny urząd statystyczny Eurostat. To ok. 3,9 proc. całej unijnej gospodarki, co daje nam
Jednakże ze względu na efekt niskiej bazy z zimy 2021 roku roczna dynamika PKB pozostała wysoka. W strefie euro w I kwartale było to 5,1% rdr (wobec 4,7% kwartał wcześniej), a w całej Unii
Środowisko Polski na tle Europy X Lasy w Polsce. 1. Lesistość i gatunki drzew w Polsce. Polska znajduje się w strefie klimatyczno-roślinno-glebowej lasów liściastych i mieszanych, a więc potencjalną roślinnością naturalną w Polsce (na większości obszaru) jest las liściasty lub mieszany z przewagą liściastego. Tymczasem
Dynamika PKB w Polsce na tle krajów Unii Europejskiej. Pozycja geopolityczna Polski pomiędzy zachodnimi a wschodnimi gospodarkami Europy przyczynia się do zwiększenia przepływu inwestycji i tworzy korzystne warunki dla ekspansji handlu. Ponadto polscy pracownicy są coraz bardziej wydajni, co jest wynikiem inwestycji w zaawansowane
Frau Aus Ukraine Sucht Deutschen Mann. Mimo wysokiego tempa wzrostu gospodarczego Polska na tle Europy ciągle wypada słabo. Chociaż przez ostatnie 30 lat nasz dystans do najbogatszych krajów kontynentu zmniejszył się, do zrobienia jest jeszcze wiele. Portal postanowił przyjrzeć się naszej obecnej sytuacji, analizując różne wskaźniki społeczne i ekonomiczne na podstawie danych może pochwalić się szybkim rozwojem gospodarczym. W niektórych prognozach jego wartość w 2018 roku ocenia się nawet na 5 proc. Wiele jest jednak obszarów, w których nie udaje się zaimponować innym krojom Unii Europejskiej. Choć trzeba tu pamiętać, z jakiego poziomu startowaliśmy na początku transformacji po upadku komunizmu w 1989 zwraca uwagę na wskaźniki takie jak Produkt Krajowy Brutto na mieszkańca, wartość dodana brutto w przeliczeniu na godzinę pracy, środki przeznaczane na badania i rozwój a nawet bezpieczeństwo na drogach. Polska na tle Europy nie wygląda imponująco i zapewne potrzeba będzie jeszcze dekad, by zaległości te cytowanych przez danych Eurostatu wynika na przykład, że 14 spośród 16 polskich województw zalicza się do grona najbiedniejszych regionów Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę PKB na mieszkańca w województwach, można zauważyć znaczne zróżnicowanie sytuacji ekonomicznej poszczególnych części w województwie mazowieckim PKB na mieszkańca liczone wskaźnikiem Parytetu Siły Nabywczej przekracza unijną średnią – podaje Dolnośląskie należy natomiast do grupy mieszczącej się w przedziale między 75 a 100 procent średniej dla Unii Europejskiej. Pozostałe województwa nie osiąga nawet 75 procent średniej. Należą więc one do najbiedniejszych obszarów w na tle Europy pod względem produktywnościDuża różnica między Polską a Europą Zachodnią występuje pod względem wartości dodanej brutto w przeliczeniu na godzinę pracy. Nie przekracza ona w naszym kraju nawet 50 procent średniej dla UE. Również w kwestii zatrudnienia można mieć wiele zastrzeżeń – pisze rejestrowane bezrobocie spadło do najniższego poziomu od czasu upadku komunizmu, nie najlepiej wygląda procentowy udział osób zatrudnionych w przedziale wieku 15 – 64 lata. W wielu regionach jest on znacznie niższy od średniej dla zatrudnienia najlepiej przedstawia się w województwie mazowieckim. W 7 województwach jest on na poziomie poniżej średniej unijnej. Wynosi on dla UE 72,1 proc. Pod tym względem lepsi są od nas Czesi i na tle Europy przedstawia się natomiast całkiem nieźle pod względem liczby samochodów na 1000 mieszkańców. W tej dziedzinie znajdujemy się wysoko w rankingu UE – pisze Za to inny wskaźnik związany z motoryzacją wygląda już znacznie gorzej. Chodzi o liczbę śmiertelnych wypadków na drogach. Jeśli chodzi o tę liczbą, znacznie przekraczamy średnią na tle Europy pod względem długości życiaMimo narzekań na służbę zdrowia średnia oczekiwana długość życia Polaków wygląda całkiem nieźle na tle europejskim. Wartość tego wskaźnika zależy między innymi od stanu zdrowia społeczeństwa, jakości opieki medycznej i warunków życia. Można by więc powiedzieć, że nasza służba zdrowia nie jest w tak złym stanie na tle unijnej, jak się zdaje, gdyby nie inne życia nie jest taka sama we wszystkich województwach. Średnia oczekiwana długość życia w Unii Europejskiej wynosi 81 lat. W połowie polskich województw nie przekracza ona jednak 78 statystyki również nie są optymistyczne. Pod względem liczby zgonów z powodu chorób przewlekłych nie wypadamy najlepiej. Wskaźnik ten również opisuje stan służby zdrowia i warunki powodów takich jak choroby serca czy cukrzyca w naszym kraju umiera 656 na 100 tysięcy osób. Jest to wynik gorszy nie tylko od danych dla Europy Zachodniej ale również od Czech i Węgier. W obu tych krajach liczba zgonów spowodowanych chorobami przewlekłymi jest niższa od 550 na 100 tysięcy pod względem umieralności na nowotwory Polska na tle Europy Zachodniej wypada słabo, chociaż lepiej od naszych sąsiadów. Na Zachodzie umieralność z powodu nowotworów nie przekracza 225 osób na 100 tys. W Polsce natomiast liczba ta jest większa od 300 na 100 innowacyjnośćMimo działań rządu na rzecz rozwoju innowacyjności, jej poziom ciągle nie wzrósł do poziomu Europy Zachodniej. Przez 30 lat od upadku PRL nie udało się na tym polu dogonić Zachodu. W większości województw nakłady na badania i rozwój znacząco odbiegają od średniej względem odsetku kadry naukowej w ogólnej liczbie osób zatrudnionych jedynie województwa mazowieckie i małopolskie znajdują się na europejskim poziomie. Trzeba tu dodać, że najlepsza polska uczelnia – Uniwersytet Warszawski w światowych rankingach zajmuje miejsce dopiero w czwartej względem poziomu informatyzacji wyrażonego odsetkiem gospodarstw domowych z dostępem do szerokopasmowego Internetu wszystkie regiony Polski znajdują się poniżej średniej dla więc powiedzieć, że – chociaż nasz kraj powoli odrabia zapóźnienie w stosunku do Europy Zachodniej – czeka nas jeszcze długa droga, by osiągnąć tamtejsze standardy. Widać również znaczne zróżnicowanie Polski ze względu na województwa. Najwyższe standardy występują w województwie mazowieckim. Gdy chodzi o inne regiony, opóźnienia w stosunku do Zachodu są znacznie większe. Konieczne jest więc prowadzenie polityki wyrównywania szans, by zmiany odczuwalne były we wszystkich częściach Waldemar Kubielski Źródło –
Transport i logistyka są jedną z ważniejszych branż, która ma istotny wkład w rozwój polskiej gospodarki. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że w sposób oczywisty przewoźnicy wspomagają działanie przemysłu i sektora produkcyjnego, ale jako prężnie działająca gałąź wytwarzają także niemałą część Produktu Krajowego Brutto. Należy przy tym zaznaczyć, że przedsiębiorcy z sektora TSL dobrze radzą sobie również na rynku unijnym – w niektórych kategoriach są bezsprzecznymi liderami. Jednak dynamiczny rozwój branży, który mogliśmy obserwować w ostatnich latach, w przyszłości zależał będzie od tego, czy polscy przewoźnicy i logistycy złapią w żagle wiatr technologicznych zmian. Ile daje gospodarce sektor TSL, najlepiej pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego dotyczące PKB. Z ostatnich pełnych danych GUS dotyczących PKB – za 2017 r. – wynika, że sektor ,,transport i gospodarka magazynowa” wypracował 5,8 proc. PKB. W 2017 r. było to 115,3 mld zł. Warto zauważyć, że wynik ten był drugim pod względem wielkości w skomasowanym sektorze usług (większy udział w PKB – 15,7 proc. uzyskał segment „handel; naprawa pojazdów samochodowych”). Z szacunkowych danych za ubiegły rok wynika, że PKB Polski wzrósł o 5,1 proc. Tempo wzrostu w sektorze ,,transport i gospodarka magazynowa” było wyższe i wyniosło 9,2 proc. (wobec 7,2 proc. w 2017 r.). Kolejne lata nie będą już prawdopodobnie tak dobre, na co wskazują prognozy różnych instytucji ( Komisji Europejskiej, OECD, NBP). W 2019 r. PKB spadnie prawdopodobnie poniżej 5 proc. Dla transportu, który jest dziedziną usługową w stosunku do przemysłu, budownictwa i handlu, zwiastuje to nadejście spowolnienia. Także w Europie widać już od pewnego czasu oznaki hamowania gospodarki. Dla Polski szczególnie ważna jest sytuacja w Niemczech, gdzie niestety indeksy koniunktury od dłuższego czasu notują spadki. Dla polskich firm, także transportowych i logistycznych stan gospodarki naszych zachodnich sąsiadów jest o tyle ważny, że to nasi główni partnerzy handlowi (według GUS, w 2018 r. towary sprzedane do Niemiec stanowiły 28,2 proc. polskiego eksportu). SEKTOR WOZI CORAZ WIĘCEJ Popatrzmy zatem na liczby opisujące polski sektor TSL. Z raportu GUS na temat transportu w 2018 r. wynika, że nastąpił wzrost przewozów wszystkimi rodzajami transportu poza śródlądowym wodnym (w porównaniu do 2017 r.). W sumie w 2018 r. przewieziono 2,191 mld ton (wzrost o 6,8 proc. w stosunku do 2017 r.). Transport samochodowy miał, podobnie jak w poprzednich latach, największy udział – 1,873 mld ton (wzrost o 7,2 proc.). Koleje, drugie pod względem udziału, odnotowały wynik na poziomie 249,2 mln t (wzrost o 4,1 proc.). W przeliczeniu na tonokilometry cały sektor transportu uzyskał w 2018 r. wyniko 7,4 proc. lepszy niż rok wcześniej. Także i w tym ujęciu dominował transport samochodowy, który urósł o 8,4 proc. Przewozy ładunków (w milionach tonokilometrów) Analizując rynek transportowy pod kątem kierunków w jakich realizowane są zlecenia, w 2018 r. w transporcie samochodowym dominowały przewozy krajowe (80,8 proc.), podobnie zresztą jak na kolei (66,8 proc.). Transport samochodowy – przewozy ładunków według kierunku ( w tys. ton, dane częściowo szacunkowe) Polscy przewoźnicy wypadają również imponująco na tle innych krajów Unii Europejskiej. Rzut oka na ostatnie dane Eurostatu, dotyczące 2018r. pokazuje, że ponad jedną piątą międzynarodowych przewozów drogowych w Unii Europejskiej zrealizowali Polacy. Pod tym względem nie mamy sobie równych w całej Wspólnocie. Jesteśmy nie tylko liderem zestawienia pod względem wolumenu transportu międzynarodowego, ale jeśli porównamy kolejne dwa kraje w zestawieniu – Holandię i Niemcy, to ich łączny wynik jest mniejszy niż udział polskich transportowców. Cały wolumen przewiezionych ładunków na unijnym rynku wyniósł w 2018r. 1,175 mld ton (dane z 28 krajów UE). Polacy mieli największy udział w wypracowaniu tego wyniku – 22,6 proc. transportów międzynarodowych (266,7 mln t). Na drugim miejscu uplasowała się Holandia, która uzyskała wynik o połowę mniejszy – 132,5 mln t. Wolumen transportu międzynarodowego (w tonach) Warto w tym miejscu wspomnieć, że polskie firmy transportowe od 2012 r. są nieprzerwanie na pierwszym miejscu pod względem liczby przewiezionych ton ładunków w transporcie międzynarodowym. Silną pozycję Polaków w transporcie międzynarodowym potwierdzają także dane z Niemiec. Z raportu Federalnego Urzędu Transportu Towarowego (BAG) wynika, że w 2018 r. pod względem udziału zagranicznych ciężarówek jeżdżących po niemieckich drogach, liderem byli polscy przewoźnicy. Wszystkie ciężarówki zarejestrowane poza Niemcami pokonały w ubiegłym roku 15,7 mld km (14,8 mld km po autostradach). Trucki z Polski przejechały po płatnych drogach u naszych zachodnich sąsiadów 6,1 mld km, co stanowi 16,2 proc. wszystkich kilometrów przejechanych po trasach objętych mytem. Przewoźnicy z Polski są zarazem liderem pod względem kabotażu na terenie Niemiec. Jak wynika z danych BAG, w 2017 r. polskie ciężarówki wykonały 64,3 proc. operacji kabotażowych. Dało to pracę przewozową na poziomie 13,1 mld tonokilometrów. Będąc szóstym pod względem liczby ludności państwem Unii Europejskiej, Polska jest nie tylko atrakcyjnym rynkiem dla producentów i handlowców. Z uwagi na położenie – jako graniczny kraj Wspólnoty, stanowimy naturalną bramę i bazę do ekspansji na rynki wschodnie: Białorusi, Rosji i Ukrainy, a także krajów Azji Centralnej (Kazachstanu, Chin). To jeden z powodów, dla których w naszym kraju od ponad dekady dynamicznie rozwija się rynek powierzchni magazynowych i logistycznych. W 2008 r. było w Polsce5,1 mln mkw magazynów, a na koniec I półrocza 2019 r. – 16,89 mln mkw. To oznacza, że przez 10 lat potroiła się – i to z naddatkiem – podaż powierzchni magazynowej. W budowie jest obecnie około 70 nowych projektów, które po sfinalizowaniu inwestycji zwiększą powierzchnię magazynów o kolejne 2,24 mln mkw. Co istotne, budowane w Polsce obiekty logistyczne są coraz bardziej zróżnicowane pod względem charakteru i funkcji. O ile przed dekadą dominowały inwestycje typu big-box przy głównych węzłach drogowych, uzupełnione obiektami typu Small Business Units na rynku warszawskim, to obecnie oprócz tradycyjnych parków logistycznych powstają magazyny miejskie, inwestycje typu cross-dock oraz BTS. Magazyny w naszym kraju są ponadto atrakcyjnie pod względem kosztów wynajmu, zwłaszcza w porównaniu z naszym sąsiadem z zachodu. – W rejonie głównych ośrodków logistycznych w Niemczech czynsze wynoszą od około 4,70 do 7 euro za mkw miesięcznie. To o 50-80 proc. więcej od stawek bazowych czynszów na głównych rynkach w Polsce – podaje Cushman & Wakefield w raporcie „Marketbeat – rynek magazynowyw Polsce” dotyczącym I półrocza 2019 r. Najwyższe stawki czynszów bazowych niezmiennie dotyczą rynku Warszawa-miasto (między 4,80 a 5,25 euro za mkw miesięcznie). Trzeba się jednak liczyć z tym, że właściciele obiektów magazynowych będą podnosić stawki najmu. Zdaniem autorów raportu, perspektywy rozwoju rynku magazynowego w naszym kraju są nadal korzystne. W nadchodzących latach aktywność deweloperów będzie obejmować w większym zakresie miasta średniej wielkości i rejony, które do tej pory nie funkcjonowały na logistycznej mapie. Wraz z rozbudową infrastruktury transportowej ich pozycja będzie rosła, również ze względu na malejącą dostępność wykwalifikowanych kadr w dużych aglomeracjach. W PRZYSZŁOŚCI NIE BĘDZIE ŁATWO O DYNAMICZNE WZROSTY – Chociaż prognozy globalne mówią o wzroście zapotrzebowania na transport, to dające o sobie znać spowolnienie gospodarcze oraz inne czynniki o charakterze międzynarodowym, jak np. Brexit, wojny celne oraz zmiany w unijnym prawie, mogą wpłynąć na słabszą dynamikę wzrostów polskim sektorze TSL. W ujęciu krótkoterminowym, do 2022 r. prognozowany wzrost gospodarczy i atrakcyjność inwestycyjna Polski przełożą się na całkowity wzrost tonażu obsługiwanego przez sektor transportu na terenie kraju o 22,8 proc. – szacują autorzy analizy „Transport przyszłości. Raport o perspektywach rozwoju transportu drogowego w latach 2020-2030”, przygotowanej przez firmę doradczą PwC we współpracy ze Związkiem Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”. To przełoży się na średnioroczny wzrost na poziomie 5,3 proc. I choć dynamika wolumenów ładunków przewożonych przez polskich przewoźników będzie w tym czasie dodatnia, to zacznie zwalniać w porównaniu z dotychczasową. Nie obejdzie się też bez wzrostu kosztów. Eksperci z PwC oceniają, że do 2021 r. koszty działania branży TSL wzrosną od 7 do 15 proc. Przedsiębiorcy będą musieli przełożyć to na ceny frachtów, które mogą podnieść się o 3-5 proc. w ciągu najbliższych dwóch lat. Z początkiem kolejnej dekady możliwe jest również znaczne przesunięcie popytu w stronę usług krajowych. Eksperci zwracają uwagę, że zmniejszenie pracy przewozowej w usługach transportu międzynarodowego, np. o 20 proc., oznaczałoby zmniejszenie całkowitej pracy przewozowej realizowanej przez polskich przewoźników o blisko 13 proc. Taki scenariusz jest możliwy np. wtedy, gdy w UE zaczną obowiązywać przepisy Pakietu Mobilności, którego projekt jest na końcowym etapie ścieżki legislacyjnej. Gdyby zawarty w nim zbiór regulacji odnoszący się do transportu drogowego wszedł w życie, konsekwencjami byłoby zwiększenie kosztów sieci transportowych, spadek przychodów związany z ograniczeniem dostępu do rynku oraz przesunięcie usług polskich przewoźników z rynków Wspólnoty na rynek krajowy. Należy przy tym pamiętać, że praca przewozowa realizowana przez polskich przedsiębiorców w przewozach zagranicznych stanowi aż 64 proc. ich całkowitej pracy przewozowej. Niekorzystne zmiany w prawie stanowią więc poważne zagrożenie dla dużej części sektora transportowego. Nieco dalszą perspektywę tego, jak może rozwijać się sektor transportowyw Polsce przedstawia przyjęta przez rząd 24 września 2019 r. „Strategia Zrównoważonego Rozwoju Transportu do 2030 roku”. Dokument ten opisuje główne cele, jakie na poziomie państwa mają zostać zrealizowane, po to, by zwiększyć dostępność transportową kraju oraz poprawić bezpieczeństwo uczestników ruchu i efektywność sektora. Rząd zakłada budowę „zintegrowanej i wzajemnie powiązanej sieci transportowej służącej konkurencyjnej gospodarce” oraz poprawę „sposobu organizacji i zarządzania systemem transportowym”. Ma to nastąpić np. przez nadrobienie zaniedbań z przeszłości (głównie infrastrukturalnych) oraz wpisanie się w nowe trendy technologiczne i gospodarcze występujące w Europie i na świecie. Wszystko to powinno być realizowane etapowo do 2030 r., by ostatecznie zapewnić zrównoważony rozwój poszczególnych gałęzi transportu oraz poprawić warunki świadczenia usług przewozu towarów i pasażerów. W „Strategii Zrównoważonego Rozwoju Transportu do 2030 roku” zawarta została także prognoza rozwoju sektora, opracowana przy założeniu, że procesy transportowe w Polsce są przewidywalne, czyli, że ich stan można określić na podstawie dotychczasowych tendencji i przyszłych czynników o wysokim stopniu prawdopodobieństwa. Zawiera zarówno pesymistyczny, jak i optymistyczny scenariusz rozwoju branży w następnej dekadzie, przy czym za rok bazowy wzięto 2015 r. Co ważne, prognoza nie uwzględnia projektów, które mogą mieć przełomowy wpływ na sytuację sektora (np. Centralny Port Komunikacyjny i związana z nim przebudowa infrastruktury kolejowej; ewentualna rozbudowa w Polsce połączeń w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku wraz z budową hubu towarowego dla lądowych przewozów Europa-Azja). Jako czynniki, które będą determinować zapotrzebowanie na transport do 2030 r., autorzy „Strategii” wskazali • wielkość PKB, produkcję dóbr w poszczególnych działach gospodarki, wymianę z zagranicą; • zmiany technologiczne (materiałochłonność, energochłonność); • zmiany demograficzne (liczbę ludności, jej strukturę, aktywność zawodową); • zasoby gospodarstw domowych (dochody, konsumpcję, wyposażenie w środki transportu); • wielkość podaży usług, jakość usług transportowych, modernizację infrastruktury. Wielkość popytu na transport ładunków będzie pochodną przyszłej wielkości produkcji w poszczególnych działach gospodarki. W „Strategii” czytamy, że głównym generatorami popytu będą produkcja rzeczowa (zwłaszcza przemysł wydobywczy) oraz wy miana międzynarodowa. Sumaryczna wielkość wolumenu popytu na transport ładunków (przewoźnicy polscy i zagraniczni) wyrażona w tonach w latach 2015-2030 w drogowym transporcie lądowym wzrośnie z 1 550 mln ton do 1 746 – 1 995 mln ton (minimum – maksimum). W ujęciu pracy przewozowej, w tej gałęzi transportu spodziewany jest wzrostz 319 mld tonokilometrów do 416 – 477 mld tkm. Prognozowany (min/max) wolumen całkowitego zapotrzebowania na transport ładunków w ujęciu gałęziowym (realizowanego przez przewoźników polskich i zagranicznych, w mln ton) Najszybciej będą rosły przewozy lotnicze (4,9 – 7,1 proc. rocznie – wzrost wolumenu ton ładunków). Natomiast tempo wzrostu przewozów kolejowych wyniesie 0,8 – 1,5 proc., a drogowych 0,8 – 1,6 proc. Prognozowana (min/max) praca przewozowa w poszczególnych gałęziach transportu (mld tkm) Prognoza szacuje też, że do 2030 r. całkowita praca przewozowa w poszczególnych gałęziach zmieni się w przedziałach: • w drogowym o 30 – 49 proc. • w kolejowym o 19 – 33 proc. • w morskim o 48 – 81 proc. • w lotniczym o 111 – 188 proc. Wyliczenia zakładają wzrost przeładunków w polskich portach morskich do 95 – 116 mln ton w 2030 r. Kontenery duże, będą stanowiły ok. 25 – 31 mln ton. Podobnie – większej liczby przeładunków oczekuje się w portach lotniczych, przez które w 2030 r. ma przechodzić około 213 – 289 tys. ton. Biorąc pod uwagę wszystkie dające się określić warunki wpływające na transport, można przyjąć, że w 2030 r. sumaryczny wolumen transportu ładunków (łącznie z transportem morskim) zwiększy się do 2 168 – 2 432 mln ton, tj. o 13 – 27 proc. Z kolei wielkość pracy przewozowej w tym czasie osiągnie pułap 738 – 862 mld tkm (wzrost o 34 – 56 proc.). Według autorów „Strategii” prognoza zapotrzebowania na transport w Polsce pokazuje też skalę koniecznych inwestycji w infrastrukturę. Sieć dróg w kraju przyjmuje ruch ok. 20,8 mln pojazdów silnikowych, w tym 2,2 mln polskich samochodów ciężarowych (w tym 247 tys. ciągników siodłowych) i około 0,5 mln zagranicznych trucków (całkowita liczba samochodów ciężarowych – łącznie z ciężarowo-osobowymi – przekroczyła 3,2 mln sztuk). Aktualna koncepcja rozwoju sieci autostrad i dróg ekspresowych zakłada, że osiągną one około 7850 km (2100 km autostrad i około 5750 km dróg ekspresowych). Powyższy tekst pochodzi z raportu „Rewolucja Technologiczna. Kierunki rozwoju branży TSL.”
Photo by William Iven on Unsplash Z badań przeprowadzonych na zlecenie Rady Unii Europejskiej wynika, że rodzice, nauczyciele oraz dyrektorzy szkół zgadzają się, że wykorzystywanie technologii w nauczaniu jest niezbędne, by przygotować uczniów do życia i pracy w XXI wieku. Parlament Europejski i Rada UE wskazują, że umiejętność korzystania z technologii zalicza się do kluczowych kompetencji w procesie uczenia się przez całe życie. W ostatnich latach zarówno UE, jak i poszczególne kraje europejskie przygotowały raporty dotyczące jakości cyfryzacji edukacji. Zobaczmy, jak na tę chwilę prezentuje się stan wdrożenia technologii do szkół w Polsce i Europie. Wyposażenie klas i dostęp do Internetu Podstawą cyfrowej szkoły jest dostęp do niezawodnego internetu oraz sprzęt. Tymczasem wielu nauczycieli z krajów UE wskazuje, że największą przeszkodą w korzystaniu z technologii w szkołach jest brak stałego internetu, słabe wyposażenie, niewystarczająca liczba komputerów, tablic, tabletów i notebooków. Zgodnie z wizją UE do 2025 roku wszystkie europejskie szkoły będą miały dostęp do bezprzewodowego internetu. Dzięki temu w kolejnych latach będą coraz bardziej angażowały się w wykorzystywanie technologii w nauczaniu. Tymczasem dotychczasowe badania wskazują, że obecnie w Europie tylko ok. 35% uczniów uczęszcza do szkół podstawowych z dobrym wyposażeniem cyfrowym, czyli dostępem do szybkiego internetu, laptopów, komputerów, aparatów fotograficznych, tablic interaktywnych. Najgorzej jest na wsiach i w mniejszych miastach. W szkołach gimnazjalnych 52% uczniów ma dostęp do szerokopasmowego internetu i dobrej jakości sprzętu, a w szkołach ponadgimnazjalnych 72% uczniów. 20% uczniów z krajów UE nigdy nie korzysta z technologii w szkole. Istnieją spore różnice pomiędzy krajami. W Polsce ok. 37% uczniów ma dobry dostęp do sprzętu cyfrowego i internetu w szkołach podstawowych. W szkołach ponadpodstawowych 51%. Blisko 50% uczniów z różnych typów szkół deklaruje, że w ich szkołach nie są stosowane żadne cyfrowe technologie, a 27% uczniów nie ma w placówkach dostępu do internetu. Najlepiej są wyposażone technika, najsłabiej szkoły zawodowe. W rankingu najlepiej wypadają kraje skandynawskie, które są liderami pod względem wdrażania technologii. Przykładowo w Danii 90% uczniów i nauczycieli deklaruje wysoki poziom wyposażenia szkół w technologie. W Finlandii, Norwegii, Szwecji i Islandii jest jeszcze lepiej, ponieważ tam ponad 94% szkół jest dobrze przygotowanych do edukacji cyfrowej. Nie ma tam również istotnych różnic pomiędzy szkołami podstawowymi, gimnazjalnymi i ponadgimnazjalnymi. Największy problem z wyposażeniem szkół w technologie jest na Węgrzech i Cyprze, w Turcji, Grecji, Chorwacji, Bułgarii, Francji. Przygotowanie nauczycieli do nauczania z wykorzystaniem technologii Brak odpowiedniego sprzętu to tylko jeden z problemów na drodze do cyfrowej szkoły. Raport UE wykazał, że w wielu krajach nauczyciele mają niewystarczające przygotowanie pedagogiczne, by efektywnie wprowadzać technologie do programów nauczania. A szkolenia nauczycieli we wszystkich umiejętnościach cyfrowych są niezbędne, by technologie na stałe przyjęły się w szkołach. Szkoły rzadko wprowadzają obowiązek doszkalania się w tym zakresie, dlatego większość nauczycieli poświęca swój wolny czas na rozwijanie umiejętności cyfrowych. Tylko ok. 12-27% uczniów w Europie jest nauczanych przez nauczycieli, którzy uczestniczyli w obowiązkowych kursach z zakresu technologii informacyjno-komunikacyjnych. Większość nauczycieli raczej bierze udział w kursach podstawowych, wprowadzających do korzystania z internetu czy aplikacji. Rzadziej uczestniczą w bardziej zaawansowanych szkoleniach. Co więcej, z badań wynika, że 60% uczniów z krajów UE jest nauczanych przez nauczycieli, którzy we własnym zakresie angażują się w działania związane z rozwojem zawodowym w zakresie wykorzystywania technologii. W Estonii, Chorwacji, na Litwie i Łotwie ponad 80% nauczycieli jest zaangażowanych w osobiste uczenie się ITC. W Polsce na samokształcenie decyduje się ok. 69% nauczycieli. Zaledwie 9% nauczycieli uznaje, że ma bardzo dobre możliwości doskonalenia cyfrowych kompetencji w miejscu pracy. 42% ocenia je na poziomie dobrym, a 39 % dobrym. 10% nauczycieli przyznaje, że nie ma praktycznie żadnego wsparcia w rozwijaniu umiejętności w zakresie ITC. Jak wykorzystuje się technologie w szkołach europejskich? Wykorzystanie ICT w edukacji w dużej mierze zależy od doświadczenia i przygotowania nauczycieli w zakresie technologii cyfrowych. Z raportu UE wynika, że jeśli chodzi o tworzenie treści cyfrowych, to nauczyciele najpewniej czują się w podstawowych czynnościach, typu pisanie tekstów. Niewielu potrafi wykonywać bardziej złożone zadania, np. kodowanie. Dlatego tylko 6% uczniów w UE ma możliwość codziennego uczenia się z wykorzystywaniem kodowania. 79% uczniów szkół podstawowych i 76% ponadpodstawowych nigdy lub prawie nigdy nie miało do czynienia z kodowaniem. W Polskich szkołach najczęściej wykorzystywanym sprzętem na lekcjach jest komputer (34%). Na drugim miejscu tablica multimedialna (26%). Na trzecim miejscu jest smartfon (18%). Tylko 2% uczniów korzysta z tabletów. Bardziej zaawansowane narzędzia typu klocki do nauki programowania czy roboty są praktycznie niestosowane na lekcjach. Ponadto co piąty polski uczeń na lekcjach korzysta z własnego sprzętu. W Polsce prawie 40% ankietowanych nauczycieli deklaruje, że kilka razy w tygodniu wykorzystuje technologie na lekcjach. Ok. 30% robi to codziennie. Jednak, gdy przyjrzymy się bliżej, to okazuje się, że technologie na ogół stanowią tylko uzupełnienie tradycyjnych zajęć. Typowa lekcja z wykorzystaniem cyfrowych zasobów edukacyjnych polega na tym, że nauczyciel użytkuje sprzęt, a uczniowie są biernymi odbiorcami przekazywanych treści. Najczęściej uczniom przedstawia się prezentacje multimedialne, rzadziej inne materiały np. filmy, animacje, ilustracje, tabele. W drugiej kolejności wykorzystywane są podręczniki cyfrowe, materiały audio i interaktywne typu gry i quizy. Uczniowie najrzadziej korzystają z aplikacji mobilnych i e-booków. Mimo że polscy uczniowie deklarują chęć, 81% z nich nie ma możliwości samodzielnego tworzenia na lekcjach. Jeżeli już coś tworzą, to najczęściej prezentacje multimedialne w ramach prac domowych. Polskie szkoły mieszczą się w średniej europejskiej (Nie)pocieszające jest to, że na tle innych krajów europejskich, polskie szkoły nie wypadają źle pod względem jakości wdrożenia i stosowania technologii. Z tym że większość krajów boryka się z podobnymi problemami, czyli brakiem lub niską jakością sprzętu i oprogramowania, brakiem funduszy i wsparcia technicznego, a także trudnościami z podnoszeniem kwalifikacji w zakresie nauczania z wykorzystaniem technologii. Z pewnością daleko nam do krajów skandynawskich gdzie od lat skutecznie realizuje się działania mające na celu rozwój zawodowy nauczycieli. Standardem jest wyposażanie szkół w odpowiedni sprzęt oraz integrację technologii z edukacją. Wdrożenie cyfrowych technologii w szkołach nie jest łatwe. To długi i złożony proces wymagający wsparcia władz państwowych, ogromnego wkładu finansowego, oraz zmian w strukturach zarządzania edukacją. To proces, który wymaga zaangażowania wszystkich grup: uczniów, rodziców, nauczycieli i dyrektorów. Jeżeli sprawdzi się wizja UE, w kolejnych latach szkoły europejskie będą coraz lepiej przygotowywane do rozwijania kompetencji cyfrowych wśród uczniów i nauczycieli. Autorka: Joanna Szymańska Źródła: 2nd Survey of Schools: ICT in Education COUNTRY REPORT A study prepared for the European Commission DG Communications Networks, Content & Technology by: Poland Country Report, Bruksela 2019; 2nd Survey of Schools: ICT in Education Objective 2: Model for a ‘highly equipped and connected classroom, Publications Office of the European Union, Luksemburg 2019; 2nd Survey of Schools: ICT in Education Objective : Benchmark progress in ICT in schools, Publications Office of the European Union, Luksemburg 2019; Polska szkoła w dobie cyfryzacji. Diagnoza, Podsumowanie wyników badania zespołu badawczego Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego i PCG Edukacja, Warszawa 2017; M. Plebańska, Cyfryzacja edukacji w opiniach i doświadczeniach środowiska szkolnego. Wyniki badań jakościowych, Akademia Finansów i Biznesu Vistula, Warszawa 2017; Communication from the Commission to the European Parliament, the Council, the European Economic and Social Committee and the Committee of the Regions, on the Digital Education Action Plan, Bruksela 2018. Inne teksty, które mogą cię zainteresować Komunikacja w sieci – jak to zrobić? Jedno spojrzenie na technologię w szkole i domu Świat sztuki cyfrowej. Wycieczka po narzędziach
5G w Polsce dopiero raczkuje. Operatorzy robią, co mogą, żeby poprawić przepustowość i zasięg swoich sieci, ale nie są w stanie przeskoczyć faktu, iż rząd odwołał aukcję 5G zaplanowaną uprzednio na 2020 r. i teraz nie wiadomo, kiedy będziemy mogli skorzystać z pasma 3,6 GHz, o mmWave w paśmie 26 GHz nie wspominając. Problem z Rosjanami. Ich telewizja może zakłócić 5G w PolsceBrak zasięgu i światłowodu? Sprawdź internet domowy T-Mobile'a z modemem 5GSzukaliśmy polskiego 5G przekraczającego normy promieniowania. Użyliśmy rządowego narzędzia Ze względu na to, że rozwój sieci 5. generacji w naszym kraju został przyblokowany ze względu na decyzje urzędników, nie wypadamy szczególnie dobrze na tle innych europejskich krajów takich jak np. Słowenia, Chorwacja i Bułgaria. Mimo to warto się przyjrzeć świeżym danym na temat tego, jak 5G w Polsce prezentuje się dziś. Plus jest liderem w kontekście prędkości pobierania danych przez 5G Podczas gdy z powodu pandemii w całym naszym regionie aukcje pasm częstotliwości zostały opóźnione, Polacy wyjątkowo się guzdrzą na tle innych nacji z ponownym uruchomieniem tej procedury. Podczas gdy nasi operatorzy siedzą w limbo i muszą robić dobrą minę do złej gry, ich europejscy odpowiednicy ruszyli z kopyta; obecnie liderem w regionie jest założeń do 30 czerwca 2020 r. wszystkie kraje Unii Europejskiej miały mieć 5G na tzw. niskim paśmie (700 MHz; 703-733 MHz i 758-788 MHz), a przed 31 grudnia 2020 r. na pasmach średnim (3,6 GHz; 3400-3800 MHz) i wysokim (26 GHz; min. 1000 MHz w zakresie 24250-27500 MHz). Jak wiemy, tak się nie stało i w Polsce mamy 5G, ale na pasmach wykorzystywanych wcześniej na potrzeby LTE. Polska jako jedyny kraj w regionie nie przeprowadziła aukcji 5G i ma 5G na pasmach 2100 MHz i 2600 MHz. Pomimo faktu, iż to nieco ponad dwukrotnie więcej niż w przypadku sieci LTE, to jeśli spojrzeć na medianę prędkości pobierania 5G, jesteśmy na samym końcu tabeli z wynikiem 73,12 Mb/s (co biorąc pod uwagę to, że aukcja 5G się nie odbyła, nie powinno być żadnym zaskoczeniem). Dla porównania wspomniana Bułgaria ma wyniki rzędu 406,97 Mb/s, a wyprzedzające nas Czechy - 112,53 Mb/s. Słowenia i Chorwacja posunęły się naprzód i stały się jedynymi krajami, które zakończyły już aukcje pasma we wszystkich pionierskich pasmach 5G. W kwietniu 2021 r. słoweńska Agencja ds. Sieci i Usług Komunikacyjnych (AKOS) sfinalizowała sprzedaż częstotliwości w pasmach 700 MHz, 1500 MHz, 2100 MHz, 2300 MHz, 3500 MHz i 26 GHz. W sierpniu 2021 r. Chorwacki Urząd Regulacji Branży Sieciowej (HAKOM) sprzedał na aukcji częstotliwości z pasm 700 MHz, 3600 MHz i 26 GHz - czytamy w komunikacie Ookla Na naszym rynku liderem jest Plus w kontekście prędkości pobierania danych z użyciem sieci 5. generacji z wynikiem 167,37 Mb/s, który nie wypada wcale imponująco na tle innych operatorów w Europie. Play wygrywa z kolei pod względem dostępności, która mierzona jest jako odsetek użytkowników urządzeń obsługujących 5G, którzy spędzają większość czasu w sieciach Play ma najlepszą dostępność sieci, to wcale nie ma największego pokrycia zasięgiem. Liderem pod kątem pokrycia populacji również jest Plus z wynikiem 19 mln osób (ponad 50 proc.), a Play docierający do 13 mln ludzi (34 proc.) jest dopiero drugi w tabeli. Dalej znajdują się T-Mobile na trzecim miejscu (11 mln i 29 proc.) oraz Orange zaraz poza podium (6,3 mln i 17 proc.). Wedle badań 73,8 proc. polskich konsumentów może i zna termin 5G, ale ponad połowa badanych uważa, że jest ono... zagrożeniem dla zdrowia. Jako ciekawostkę można dodać, że jeśli chodzi o polskie miasta, to najszybszy internet 5G ma nie Warszawa, a Łódź (90,25 Mb/s). Liderem w regionie jest z kolei Sofia, co nie powinno być to oczywiście zaskoczeniem. W stolicy Bułgarii mediana prędkości pobierania danych przez 5G wynosiła w 1. kwartale 2022 r. aż 441,93 Mb/s, podczas gdy jej dostępność ustalono na poziomie 30 proc.
Parlament EuropejskiW Parlamencie Europejskim zasiada 51 posłów z Polski. Więcej informacji o polskich eurodeputowanychBiuro Parlamentu Europejskiego w PolsceRada UEMinistrowie rządów państw UE, zgromadzeni w Radzie UE, na regularnych spotkaniach przyjmują nowe przepisy i koordynują działania polityczne. W zależności od tematyki posiedzenia w spotkaniach uczestniczą różni przedstawiciele polskiego w Radzie UERada UE nie ma stałego przewodniczącego (w przeciwieństwie do Komisji lub Parlamentu Europejskiego). Jej pracami kieruje kraj sprawujący prezydencję w Radzie, który zmienia się na zasadzie rotacji co sześć trakcie tych sześciu miesięcy ministrowie z tego kraju przewodniczą obradom dotyczącym poszczególnych obszarów polityki oraz pomagają w ustalaniu ich porządku, a także dbają o to, aby dialog z innymi instytucjami UE przebiegał polskiej prezydencji:lipiec–grudzień 2011 w Radzie UEAktualne przewodnictwo w Radzie UEKomisja EuropejskaPolskim komisarzem w Komisji Europejskiej jest Janusz Wojciechowski, który odpowiada za wszystkich krajach UE Komisję reprezentują jej lokalne biura nazywane Komisji w PolsceEuropejski Komitet Ekonomiczno-SpołecznyPolska ma 21 przedstawicieli w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym. Ten organ doradczy – reprezentujący pracodawców, pracowników i inne grupy interesu – przedstawia opinie na temat proponowanych przepisów. Dzięki temu wszystkie zainteresowane strony mogą zyskać lepsze wyobrażenie co do ewentualnych skutków tych przepisów dla rynku pracy i sytuacji społecznej w państwach Komitet RegionówPolska ma 21 przedstawicieli w Europejskim Komitecie Regionów, który jest zgromadzeniem przedstawicieli samorządów lokalnych i regionalnych w UE. Ten organ opiniodawczy doradza w sprawie proponowanych przepisów, aby zagwarantować, że będą one uwzględniały punkt widzenia wszystkich regionów Przedstawicielstwo przy UEPolska utrzymuje stały kontakt z instytucjami UE również za pośrednictwem swojego stałego przedstawicielstwa w Brukseli. Jest to swego rodzaju ambasada RP przy UE, której głównym zadaniem jest dbanie o to, by interesy kraju i jego polityka były w UE jak najskuteczniej realizowane.
polska na tle europy